Archive

Archive for March, 2011

Wybór nazwy domeny – fakty i MITY

Wpadłem dzisiaj na pomysł, aby zarejestrować sobie domenę, bo własna domena to dobra wizytówka.

Sprawdzanie wolnych nazw zacząłem od typowych słów kojarzących się z informatyką, programowaniem, projektowaniem stron i generalnie przekazywaniem wiedzy innym. Kilka prób dało mi do zrozumienia (co zresztą przewidziałem), że takie nazwy już dawno są zajęte. Jak więc wybrać dobrą nazwę dla domeny? Trzeba o tym poczytać.

Po lekturze kilku stron, które nie wniosły wiele nowej wiedzy, zabrałem się na poszukiwanie bogów wiedzy.. na Wiki.

Na pierwszy ogień domena uriel.pl. Niestety już zajęta – oczywiście przez kretyna, który nie używa jej, ale wystawia na sprzedaż za (trzymajcie się krzeseł i foteli) 18 000 PLN! Idziemy dalej…

Znajduję kilka stron, na których są spisy mitycznych/religijnych bogów, bóstw, herosów itp postaci. Aż dziw bierze, jakie pierdoły wymyślali starożytni ludzie. Jedną z ciekawostek są kobiety, które (jeśli umierały w ciąży), to zamieniały się w jakieś potwory straszące na drogach. Czytam dalej i przypominają mi się japońskie horrory! Pamiętacie horror, w którym straszy blada chińska 9-latka? Ona też pochodzi z mitologii i wierzeń – wbrew pozorom nie wymyślił jej bystry autor scenariusza w XX wieku.

Czytam dalej i nadal szukam bogów, którzy dawali ludziom wiedzę, przekazywali tajemnice itp. Znajduję sobie anioła zwanego Harut (anioł który uczył ludzi czarów w Babilonie; wierzenia Arabów) i klepię w pasek adresu z przekonaniem, że mam fajną nazwę… WTF? Sekunda ładowania i widzę logo firmy hostingowej. Rozumiem, że ludzie wykupują takie popularne domeny jak Uriel (kto grał w Quake3Arena, zna postać na pamięć), ale żeby już taką egzotykę rejestrować? Ręce opadają…

Jednak nadal szukam, więc jak macie jakieś ciekawe propozycje, to chętnie przygarnę.

Categories: Internet Tags: , ,

O ładnych stronach słów kilka…

Obecnie pracuję nad dużym projektem dla pewnego serwisu. O ile strona techniczna nie sprawia większych problemów, o tyle szata graficzna spędza mi sen z powiek. Z przerażeniem doszedłem bowiem do wniosku, że nie istnieją ładne strony. Są strony ciekawe, intrygujące, kontrowersyjne i takie, w które ktoś włożył mnóstwo pracy. Jednak do ładnych nadal im trochę brakuje.

Ładne są szablony – ale czy na pewno?

Dzisiaj (a właściwie wczoraj) po raz kolejny przerzuciłem setki stron w poszukiwaniu czegoś nadającego się do projektu. Po przejrzeniu (lekko licząc) 500 sztuk szablonów, kilku konsultacjach z rodziną i znajomymi, nadal nie udało mi się wybrać nic sensownego.

Z przykrością zauważyłem 3 rzeczy:

1. 50% atrakcyjności danego szablonu stanowią obrazki, którymi wypełniony jest szablon. Bierzemy nasz upatrzony szablon, wrzucamy swoją treść (obrazki) i czar pryska – mamy kolejny średnio urodziwy szablonik.

2. 49% stanowią ciekawe rozwiązania graficzne, które fajnie sprawdzają się na stronie w stylu wizytówki, ale okazują się zbyt ciężkie w zastosowaniu na szeroką skalę.

3. Większość szablonów, które wpadły mi w oko, miały na sobie kolor biały, drobne wstawki czarnego oraz… błękit. O ile dwa pierwsze kolory są raczej normą, o tyle trzeci kolor stanowi problem, gdy wizytówką serwisu jest czerwień – a błękit kojarzy się z konkurencją (sic!).

Wnioski?

Pozostaje powielić ogólnie przyjęte szablony zagraniczne tworząc kolejną biało-szaro-czarną stronę, a czerwień zostawić jako drobny akcent – najlepiej gdzieś na uboczu, gdzie nie rzuca się w oczy.

Ciekawostka:

Głowna strona engadget.com składa się z 208KB kodu (nie liczę dołączanych .js i .css!) oraz 222 obrazków.  Po kompresji kodu (w PSPad) można zejść do 187KB, ale waga obrazków nadal pozostaje.

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.