O ładnych stronach słów kilka…
Obecnie pracuję nad dużym projektem dla pewnego serwisu. O ile strona techniczna nie sprawia większych problemów, o tyle szata graficzna spędza mi sen z powiek. Z przerażeniem doszedłem bowiem do wniosku, że nie istnieją ładne strony. Są strony ciekawe, intrygujące, kontrowersyjne i takie, w które ktoś włożył mnóstwo pracy. Jednak do ładnych nadal im trochę brakuje.
Ładne są szablony – ale czy na pewno?
Dzisiaj (a właściwie wczoraj) po raz kolejny przerzuciłem setki stron w poszukiwaniu czegoś nadającego się do projektu. Po przejrzeniu (lekko licząc) 500 sztuk szablonów, kilku konsultacjach z rodziną i znajomymi, nadal nie udało mi się wybrać nic sensownego.
Z przykrością zauważyłem 3 rzeczy:
1. 50% atrakcyjności danego szablonu stanowią obrazki, którymi wypełniony jest szablon. Bierzemy nasz upatrzony szablon, wrzucamy swoją treść (obrazki) i czar pryska – mamy kolejny średnio urodziwy szablonik.
2. 49% stanowią ciekawe rozwiązania graficzne, które fajnie sprawdzają się na stronie w stylu wizytówki, ale okazują się zbyt ciężkie w zastosowaniu na szeroką skalę.
3. Większość szablonów, które wpadły mi w oko, miały na sobie kolor biały, drobne wstawki czarnego oraz… błękit. O ile dwa pierwsze kolory są raczej normą, o tyle trzeci kolor stanowi problem, gdy wizytówką serwisu jest czerwień – a błękit kojarzy się z konkurencją (sic!).
Wnioski?
Pozostaje powielić ogólnie przyjęte szablony zagraniczne tworząc kolejną biało-szaro-czarną stronę, a czerwień zostawić jako drobny akcent – najlepiej gdzieś na uboczu, gdzie nie rzuca się w oczy.
Ciekawostka:
Głowna strona engadget.com składa się z 208KB kodu (nie liczę dołączanych .js i .css!) oraz 222 obrazków. Po kompresji kodu (w PSPad) można zejść do 187KB, ale waga obrazków nadal pozostaje.